Share

Wolontariat w moim życiu

Moje spotkanie z ideą wolontariatu nie było sprawą przypadku. Cztery lata liceum spędziłem w cieniu głogowskiej Kolegiaty. Byłem świadkiem powstawania z fundamentów Domu Uzdrowienia Chorych. W 2003 roku po raz pierwszy spotkałem się ze wspónotą Cichych Pracowników Krzyża. Postanowiłem zaangażowac w pomoc na rzecz osób niepełnosprawnych. Ważną motywacją było pragnienie dzielenia się sobą, dawania siebie potrzebującym. Tymczasem po krótkim czasie okazało się, że wolontariusz tak naprawdę więcej otrzymuje od chorego niż myślał wcześniej.


"Gdy działam, służba jest radością...”

Ze względu na fakt rozpoczęcia przeze mnie studiów, nie mogłem w tygodniu uczestniczyc w życiu Domu. Jednak większoś swoje weekendowego wolnego czasu razem z moimi przyjaciłmi niosąc chętnie pomoc wszystkim, którzy tego potrzebowali w czasie trwania turnusów.

Obecnie mimo wielkiego natłoku zadań i obowiązków, z entuzjazmem odpowiadam na każdą inicjatywę, jaka ma miejsce we wspónocie, zarówno Cichych Pracowników Krzyża, jak i Centrum Ochotników Cierpienia. Nie można tak po prostu zrezygnowac z wolontariatu. Nie można przestac byc wolontariuszem. Nie ma tak, że przychodzisz, wychodzisz i nic się nie zmienia. Są przyjaźnie i cierpienia z powodu straty. Choc prwdę mówiąc wiele zależy od tego, co dla kogo ma większe znaczenie.

Moja praca w wolontariacie nie skończyła się tutaj w Domu Uzdrowienia Chorych. Ideę wolontariatu przeniosłem także do Zielonej Góy, gdzie studiuję. Razem ze znajomymi zaangażowałem się w działalność Europejskiego Centrum Wolontoriatu, którego w pźniejszym czasie zostałem wiceprezesem. Idea ciągle pozostaje żywa w moim życiu. Nie wyobrażam sobie żyć bez niej.

Ważną sprawą dla człowieka jest świadomość, że jest się potrzebnym drugiemu, naturalnie chodzi głównie o potrzebę świadczenia i przyjmowania miłości. Miłości, która sprawia, że człowiek poczuje swą wartość, cel życia, a to pozwala mu przyjąć nawet cierpienie jakie niesie niepełnosprawność.

Przez te lata mojej służby w Domu dojrzało kolejne pokolenie młodzieży, tak chętnej do pracy w wolontariacie, dla dobra drugiego człowieka. Cudownie jest widzieć liczne przykłady młodych ludzi, przekonanych o potrzebie dawania siebie drugiemu. Ich ofiarna służba jest możliwa dzięki współpracy z Bożą łaską; przynosi im to radość i satysfakcję. Nie wiadomo kto na turnusach więcej daje, a kto więcej otrzymuje – czy wolontariusze, czy niepełnosprawni. Jak bardzo ta wątpliwość jest uzasadniona, można przekonać się, słuchając młodych ludzi, twierdzących po turnusie, że przyjechali z chęcią dawania siebie, a czują sięobdarowani przez tych, którym służyli.

Ja także brałem garściami. Przy chorym uczyłem się rozumieć sens życia, uczyłem się pokory, wyzbyłem się zbędnego pośpiechu, uczyłem się wyrozumiałości, cierpliwości, wyciszenia i wieluinnych postaw w życiu, o których zapominamy w codziennym pośpiechu i zabirganiu. Te doświadczenia spowodowały, że czuję się o wiele bogatszy wewnętrznie, niż byłem przedtem.

Dlaczego wolontariat? Działalność wolontaryjna prowadzi do doświadczenia, że człowiek w pełni realizuje się wyłącznie wtedy, gdy kocha i daje siebie innych. Jak zachęcić do wolontariatu? Niech przyjdą... Spróbują. Mam powiedzieć, że jest łatwo? Nie zawsze jest łatwo, ale zawsze potrzebna jest pomoc.

Wszystkich chętnych do niesienia pomocy innym zapraszam do Domu Uzdrowienia Chorych im. Jana Pawła II, do kontaktu ze wspólnotą Cichych Pracowników Krzyża i Centrum Ochotników Cierpienia, gdzie się wszystko zaczęło...


Kotwica wrzesień 2007

0 komentarzy

Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.